Skopiuj CSS
w radio tego nie słychać
RSS
czwartek, 01 lutego 2007
mistrz naprawdę odszedł

W strugach deszczu, na warszawskich wojskowych powązkach razem z setkami ludźi zegnałam Ryszarda Kapuścińskiego. Ręka mi odpadała z zimna, musiałam wysoko trzymać mikrofon wysoko przez godzine, żebym mogla cokolwiek nagrać..nawet koleżanka z papu zaczęła mi podtrzymywać rekę!

dialog wewnętrzny...Kapuściński stawał 4 razy przed "szwadronem śmierci", co ja lekkiego deszczu nie zniosę?

WIELKI skromny piekny człowiek...czapki z głów!!!!

czwartek, 25 stycznia 2007
milczenie ku czci

Tych, którzy odeszli...

prafrazująć GW Mistrzu może stamtąd napiszesz?....

sobota, 13 stycznia 2007
warszawska komunikacja a kultura
bladzac dzis 45 minut po warszawskim Marymoncie (i dalszych okolicach typu Żerań, Białołęka) odkryłam gorzki smak kultury w przestrzeni miejskiej...fajnie że będa grafiki, murale, czy obrazy na ścianie metra, ale dlaczego proste znaki na grogach...typu dojazd do centrum do metra...a to tez kultura, sa takie smutne i nie wskazuja tam gdzie trzeba...to jest wielkie pytanie . od dzis czekam na artyste, organizacje, ktora umili czas tym, ktorzy chca dojechac do kultury...bede ich wielbic i wyznawac ich wiare...
środa, 10 stycznia 2007
nauka liczenia do 14

zdarzaja sie rozne wpadki, ale dlaczego mnie maturzystce z matematyki....dzis było 14 rozdanie paszportów, a nie żadne inne!

i nic nie pomaga na matematyczny ból

wtorek, 09 stycznia 2007
wieczory znów pracowite

A miało być tak pieknie, myślałam, że nadrobię, wszystkie porzucone w wirze pracy lektury (pobiłam rekord czytam 7 książek naraz), a tu sie okazuje , że moja chęć dopieszczenia wiadomości filmowych spowodowała bardzo pracowite wieczory. i teraz juz wiem, że na preemiery filmowe, to jesli w swetrze to raczej od Dolce&Gabana. Tak poznałam największego twardziela w polskim kinie, który chyba przestanie być twardzielem od najnowszego filmu,który nazwałam sobie "szybami" i wcale się nie pomyliłam, z tym, że po obejrzeniu filmu to potłuczone szyby. I aż się pewnie obciach przyznac ...spojrzalam w trakcie filmu raz tylko na telefon co oznacza, że zły napewno nie był.Boski Boguś dopiero jest w fazie mbrionalnej i jeszcze się narodzi, powiedziała mi jedna miła Pani, w wieku Bogusia.A w ogołe to Pan producent mi sie tez jakoś nawinął pod mikrofon..więc sonda była trochę jednak subiektywna, choć jak sam Pan producent przyznał, że wartosc filmu taka osbie to jednak się liczy, bo kobieta sama zadziałała i wykończyła...no COŚ w tym jest.

początek roku jest rzeczywiście mega filmowy, jak mi jeszce w grudniu zapowiedziłą DOn Pietrasik, poznałam też Stanisława Tyma dziś i była cała awantura, moja wrodzona chęć pomocy innym obruciła się przeciwko mnie...nagrywałam wywiad z Misiem zaraz po wielkiej awanturze Tyma z kolega z Antyradia...(chiał pierwszy nagrywać, wiec mu ustapilam) i nawet żart, żeby zapalić świeczki w mysl Fengshiu, żeby oczyścić atmosferę nie pomogły. Naprawdę wolałabym ,żeby ten wywiad, jednak się nie odbył...aż Panowie z telewizora mi współczuli, więc sobie wyobrażcie, wiekszosc z nich naprawdę nie ma serca.Ale atmosfera dziś na konfie była jak z Misia, Janusz Rewiński na przykład postanowił, dowiedzieć się jak się Markowi Kondratowi pracowało z Tymem. No coż na szczęscie Pan Marek, jak zwykle był przemiły...

Ach no i musze wspomnieć o wielkiej Wpadzie pewnej imprezy którą sygnowało pewne piwo....na fuzji stylów zabrakło fuzji stylów...koncert największej gwiazdy odwołany, a Leszek Możdzer jakoś słabo słyszalny. nie narzekam, bo ja wieczór przeżyłam cudownie, ale po co  było obiecywać...no wiec lecha juz  pic nie bede...o tak za kare...mega kukieł też nie było ... aj

a jak się tak filmowo zrobiło to w Berlinie...berlinale, pewnie tam nic nie odwołują...

a to na zostrzenie apetytu na moje kolejne reporterskie relacje od kuchni :)

 

sobota, 06 stycznia 2007
Przeczołgana
Jak w ulu...święta, paszporty i fuzje...uff.Jeden wielki pracowity dzień. Ale zrozmowa Z Don Zdzisławem P. zawsze poprawia humor, chociaż, żeby się tam dostać..zawsze jakas pętla..dziś dwukrotna...to niewątpliwie idiotyzm topograficzny.O! no i zostałam Pania z Radia...oststanim razem z wielka plama kawy na nosie, dziś wyczysciłam twarz jak trzeba..lustersko wypaprałam,nosek siwcił sięże az miło, żebym tylko nic nie miała. więc bez wpad, ale Pani z Radia?! poczułam się przeczołganym weteranem. a dziś jakis miły Pan słuchacz rozmpoznał mnie przez telefon...ale miluski:)weekend a jakże kulturalny....
czwartek, 04 stycznia 2007
BUSY CULTURE w smutnym kraju

W pokoju miło i przyjmenie ale to chyba dlatego, że zmiany nadchodzą, takie że może czarownica zniknie, no a napewno będzie można ja przewiesić. Dzień upłynął pod znakiem Liuka Bessona i proszę sie mnie pytać kto to jest bo ja dziś rozmawiałam z Lukiem Bessonem. Zreszta jest megasuper ekstra kolesiem. Na dzień dobry do najwyborniejszych dziennikarzy tego kraju powiedział no ludzie kurde może sie uśmiechniecie :) Mnie było śmiesznie bo przeklęczłam całą konfę i wbrew niewinnemu kłamstwu nie w hołdzie Luka Bessona.Ale opłacało sie bo dzieki mojemu pytaniu wyschłą angielszczyzną mam nowa koleżankę. O tak po prostu. To ta moja energia na wyczepraniu chyba przyciąga.To zamieszanie numer jeden - na rokzaz reportera- kutafera padłam, bo co ja mam tam chryje robic, jak ktos jednego dobrego zdjecia nie moze zrobic. chryja numer dwa to rozmowy o gumie -TAK BEZWGLEDNIE NAKŁADAĆ, ZAWSZE I WSZEDZIE, NAWET JAK PRZYSTOJNY KAMERUNCZYK CHCE INACZEJ!

a no i obejrzałam film Luka, pogadałam z Kmicicem, magdą M.\i tam innymi rodzinami zastępczymi.To jedna z moich pierwszych roboczych premier, i nie jest to jakoś nie wiadomo jak miłe, tak przeciętnie...ale animacja git, 5 lat nie poszło na ryby/LUC jest WIELKI.

a potem jeszcze prześcieradła fruwajace poogladalam i ti chyba byl moj najpozniejszy wywiad ever przeprowadzony.Dobrze ze pan tancerz, rezyser choereograf i cos tam jeszcze byl mily...w ogole ludzie w Polsce to raczej sa z typu kombi, co?

jak ja wstane jutro zywa to bedzie cud...

środa, 03 stycznia 2007
leniwa kultura

w nowy rok wchodzi powoli ocieżale, jakby troche jeszcze ziewał, po degradacji sylwestrowej...tak było jeszcze dziś, ale tak nie będzie jutro...

Luc Besson w Warszawie...wszyscy którzy kochają taxi i prawdziwą Nikitę hehe moge sobie Luca dotknąć jakoś chyba jutro już w eMPIKU. o takie tam. mam przeczucie ,ze duzo filmów obejrze w tym roku, a o wszystkim poinformuje...w pokoju na razie bunt, nie mozna zdejmowac Leppera i czarownic ze scian, jak jeszcze czarownice przezyje to leppera mam dosc, choc taki kulturalny - temat na film, ksiazke (ee to juz bedzie), pornola doskonaly.

sobota, 30 grudnia 2006
teraz to już zupełenie nowy rozdział

Przepraszam, za totoalne nie odzywanie się, ale jak jest mało zabawnie w pracy to i nie ma o czym pisać, a pośladki przez ostatnie półtora miesiąca miałam spięte dość mocno :) to pewnie na coś tam pomaga powiedział by Dr Dupko. Ano więc się pożegnałam z małym Szparagiem i z wieczroami...bardzo mi bedzie brakować rozmow ze słuchaczami, BĘDĘ tęsknić za Panem Antonim z Gliwic - nie wiem ile Pan wygrał nagród, ile ja Pana musiałam rozłącząć ile razy Panu nakłamałam, ale ile można i za Markiem z Katowic - jezu Pan to ma zawsze do powiedzenia na każdy temat. Będe tęsknić pewnie chwile, ale otwiera się nowy rozdział i juz mi się tu podoba, oprócz pokoju bo nam zmienili. dziś w ciągu pół godziny zdążyłam się rozemocjonować i prawie popłkać a to wszystko dzieki Jamesowi Browanowi The king is dead, long live King!!!! juz nie tak seksualnie, nie tak psychologicznie ale będę pisac kulturalnie :)

pozdrawiam i przepraszam wszystkich ktorzy na coś czekali!!!!

wszystkim życze w nowym roku żeby znależli swoja igłę w stogu siana!

wtorek, 14 listopada 2006
winda jest oklepana

jak zawsze w poniedziałek o tej porze atmosfera po obydwu stronach szyby ma płomienne rumieńce. I po co? Skoro Pan "Włodek z Poznania" twierdzi, że 'kochanie' się w windzie jest oklepane?!

poniedziałki zawsze są trudne...

niedziela, 12 listopada 2006
nowy rozdział

w związku z przebudową mojej działalności - reportera kulturalnego - od tej pory z obu stron szyb i z terenu...ogłoszenia parafialne...agent d/s niezwyczajnych przez miesiąc na straży Ewy P. będzie jazda, kto Ewe P. zna wie o co chodzi, kto nie, wkrótce wszystkiego sie dowie.

a w ogóle to pozdrawiam Pana Michała!! dziekuje za te ciepłe słowa w mailu...jeśli ktos jeszcze cos napisać, ale same miłe rzeczy ;) zapraszam do korespondencji edyta.blaszczak@tokfm.com.pl

poniedziałek, 06 listopada 2006
do łóżka z "ziobrem"
rozmowa o sexapillu, janina lat 67 z warszawy po cichu zwierza mi się, że każdmeu mówi, że do łóżka to by zawsze i wszędzie poszła z ministrem. o.
piątek, 27 października 2006
mega wtopa za szybą

pierwszy raz w życiu pomyliły mi się godziny zaproszenia gości. wstyd, hańba wstyd...siły jadę odzyskać w Krakowie..a wszystkim daruje czaszkę lukrowanąfot. Teresa Walendziak

prowadzący dziwnie nie zdenerowany, boje się.

co byście usłyszeli gdyby ktoś do was zadzwonił i spytał czy jesteście w taksówce panie Edwinie?

środa, 25 października 2006
anioły rządzą światem?

eee...nie do końca chyba Pan Robert miał to  na myśli, chyba?! koroporacyjnych wieżowców nie zbudowały anioły. wieczór dziś klasyczny, choc jakaś taka energia w słuchaczach raczej zwariowana, choć Redaktor prowadzący dziwnie spokojny. Masaż, kawa, wycięcie powtórki..taka tam wieczorna mantra.

poniedziałek, 23 października 2006
wojna, seks i białoruś

miły ten dzień, chociaż za szybą samotnie, nie pomijajc szefowej działu zagranicznego, bo na Węgrzech zamieszki, wydawcy bo dogadujemy i Pani kierowniczki, któa wszystko kontroluje, a na koniec kochajcie się długo i zdrowo. dzielny radiotechnik wskoczył dzis za szybę, bo jak o Biaorusi to on wytrzymać nie może. a z rzeczy surrealiostycznych dzwonie na Wegry i pytam czy Pan jest w Warszawie czy w Budapeszcie.koncentracji zmiłuj sie nade mną.

żeby nie być gołosłownym, że na Białorusi tak pieknie, o prosze przekonajcie się sami, jak juz przeżyliście serie lodu mogeo autorstwa to i architekturę sakralna dacie radę

Witebsk

kobryń

kobryń

Mińsk

Różana

pałac e Różanie

Mińsk

Kobryń

Różana

Mohylew

Kobryń

no są też na Białorusi ludzie ale to innym razem

powrót do przeszłości...

jest tak pięknie, jak wszyscy goście pomówiani, grypa nie panuje tu i wszędzie, prowadzący po urlopie...tak pieknie nie ma jutro dzień typu..umre ale umówię... to był tem miły aspekt przeszłości...

czwartek był dniem taśmowym w sensie dosłownym i przenośnym - poza tym po raz pierwszy szefostwo miało oko na całą sprawę...i właśnie wtedy kilka osób otrzymało ode mnie telefon...pt dzieńdobry czy rozmawiam z Panem Aleksanderm Gudzowatym? surrealizm... nie...chleb powszedni...no więc nie odznalazłam Aleksandra, może ma ktoś telefon, tak na przyszłość?

w piątek ostatkiem sil wysłuchałam opowieści o Kubie...nie wspomnie jak wszyscy zazdorościmy Beacie.ale szacun żeby nie było...potem juz odpłynełam bo było naprawdę zielono...raspudowo....

w zimie tez pewnie jest ładnie...

czwartek, 19 października 2006
nerwica

zachorował na nery...ale kontrolował...to się nazywa pracoholizm. Ale to pikuś.Czuje, że skończę niedługo, jak pewna Pani z TVP KULTURa, na szczęście juz tam nie pracuje. pewnego dnia owa pani, nie mogła wstać z łóżka, bo kręgosłup się jej załamał z nerów. Ja na szczęścia mam Krzysia, co mnie co wieczór masuje (ale co to za masaż przez T-shirt).No i tak chryja nadpoziomowa, marcin zachorował, realziator nie dotrał na czas, a ten który był zbuntował się kompletnie (on i jego dama serca). Obdzwoniłam wszystkich zapasowych realizatorów, proponowałam naet jednemu pornosa w zamian za szybkie dotarcie i nic..coż widzocznie urok osobisty ma swoje granice. wieczór nie był stracony, bo Pan ginekolog kompletnie mnie odstresował, zreszta ni jeden on poradę dostałam też od prawnika. no tyle szczęścia naraz.

ps widziałam taki fajny spektakl, spkojnie można podciągnąc pod nerwicę...a wyglądało to tak

wtorek, 17 października 2006
strajk

dzień tasm prawdy to było wyzwanie..informować czołowych polskich dziennikarzy o 23, że kaczki i spółka się wsypały było Hard. Janka w ogóle rulez. RED NAj na przykład słodko stwierdził, że konkurencji nie ogląda i odesłał do Moniki, co ogląda wszytsko.

Dziś było inaczej...wszyscy zwarci i gotowi...bedzie reaktywacja czy nie będzie...dzień wybrali piękni, odhamili sie po papiesku i ruszyli, spóźnienie...30 min zagadywania programu to naprawdę dużo. Gracza atakowałam na Mrozie 300 razy, i co normalnie esem przeslali wiadomość, że KIng Lepper is back. Byłam sama. Marcin nie chce o tym gadać...Według kolejności na moich dyżurach, odwołali Marcinkiewicza, powołali złudzenie optyczne, zawaliła się hala (to było na kacu - nie polecam) i takie tam. Strajkuje. Po kłusie konia pamięć uleciała. A mógłby byc taki piekny wieczór z cyberseksem :)

piątek, 13 października 2006
Ewolucja czyli M jak Milczący Marcin

tfu, tfu z taksówkami wszystko w porzo, splyyneła pozytywna karma.

Stan słów prowadzącego na godzinę obecną wypowiedzianych w audycji 30, normalnie  średnio wypowiada milion. Kto mu zaparł dech - ojciec Dominikanin i ewlucjoniasta. news do zapisania na kominie.

Za szybą..tirlu tirlu tirlu...Bogna tańczy do fińskiego zespołu - mówi, że ma dzień specyficzny. Well dzień jak co dzień. Dobrze że już koniec tygodnia...bo ja już chce na konia ;)

takiego konia....

czwartek, 12 października 2006
ten blog nie chce byc reklamowany bo jest zestresowany
    myslałam ze ich lubie, zwlaszcza jak na dworze mroz autobus nie przyjezdza, potrafia doskonale opowiadac...ale dziś moglabym powystrzelac....a jeszcze prowadzacy ma spiety poslad...wiec w domu pomedytuje...:)
piątek, 06 października 2006
call center
naprawdę czuję się potrzebna, odebralam 8 telefonów w łóżku.stop
czwartek, 05 października 2006
świat się wali

choć mnie nie było to jakbym była, a miało być dziś o tym jak walczyć ze stresem, nawet chorować w spokoju nie można. chociaż naszA małami mnie przebija, na jej dyżurze padły już dwa razy światła...co nie zaszkodzi, że poczułam się dziś tak....:

środa, 04 października 2006
od zeszłego wtorku nie wypada....

wydawcy nie oglądać Teraz MY...ale czy ja muszę...słuchac bulteriera...czemu nie bierze przykładu z brata...czemu...czemu....już wole panią Eugienię, która, też powinna milczeć - Pani Eugenia twierdzi, że w Polsce jest mnóstwo osób, które zarabiaja tysiące tysięcy milionów i inne bzdury. Jedno bulterier i Pani Eugienia mają wspólne - bujną wyobraźnię! A peunta jest taka, że niektórych po prostu nie wolno wpuszczaą na antenę.

i ich tak o...

żeby nie gorzej...

wtorek, 03 października 2006
powrót radiotechnika

po wakacjach, zmiany, retusze i nadeszła jesień...u nas za to atmosfera lodowa, ależ czy lód nie jest piękny? No i w końcu topnieje :)

no i jest światełko w lodowym tunelu...

piątek, 21 lipca 2006
po dłuugim sezonie poziomokowym
wróciłam, jedną nogą co prawda, ale wróciłam...świat przez ostatnie tygodnie stanął na głowie...mam double seeing, wojna w Libanie, a jeszcze nie tak dawno temu było tak pięknie...zapraszam na www.mullikulti.blox.pl tam wszystko co trzeba, żeby zapomniec się na chwile :)
 
1 , 2 , 3